To pierwsze pytanie, na które trzeba odpowiedzieć, wybierając ściankę — i jedyne, które realnie decyduje o tym, czy pierwsza wizyta się uda. Oba rodzaje to wspinanie sportowe, ale różnią się progiem wejścia, wysiłkiem i tym, czy da się je uprawiać samemu.
Bouldering: zero. Wchodzisz, dostajesz buty, wspinasz się. Nie ma sprzętu, który trzeba umieć obsłużyć, ani czynności, którą mógłbyś wykonać źle ze skutkiem dla kogoś innego.
Lina: albo partner z przeszkoleniem, albo automat asekuracyjny. Żeby wspinać się w dwójkę, ktoś musi umieć asekurować, a tego uczy się na kursie zakończonym sprawdzianem. Automaty ten próg znoszą, ale ma je mniejszość obiektów i zwykle obsługują tylko część ściany.
Boulder kończy się na wysokości około czterech i pół metra, a lądowanie odbywa się na materacu. Konsekwencją jest krótki, intensywny wysiłek: pojedynczy problem to kilka do kilkunastu ruchów na granicy siły, po których siadasz i odpoczywasz kilka minut. To bliżej sprintu niż biegu.
Ściana z liną ma zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów drogi, więc jedno przejście to kilka minut ciągłego wysiłku. Zmęczenie jest inne — bardziej wytrzymałościowe, mniej szarpane. Dochodzi też element, którego w boulderze nie ma w tej skali: oswajanie się z ekspozycją, czyli po prostu z tym, że jest wysoko.
To najczęściej rozstrzyga sprawę. Na boulderownię przychodzi się samemu bez żadnego kłopotu i jest to zupełnie normalne — przy ścianie zawsze ktoś jest, a problemy wspina się niezależnie od innych. Na ścianę z liną bez partnera i bez automatu po prostu nie wejdziesz.
Jeśli masz z kim chodzić i oboje chcecie się uczyć od podstaw, kurs asekuracji dla dwóch osób otwiera znacznie więcej obiektów niż tylko boulderownie — a wspinanie z liną jest tym, co da się później przenieść w skały.
Oba są, tylko w innych odmianach. Bouldering na ściance przekłada się na bouldering skalny, gdzie zamiast materaca zabiera się crash pad — część obiektów je wypożycza. Wspinanie z liną na ściance przekłada się na drogi ubezpieczone w skałach, ale wymaga jeszcze jednego kroku: nauki prowadzenia, czyli wpinania się w kolejne punkty w trakcie wspinania, zamiast wisieć na linie zamocowanej u góry.
Nie ma tu lepszego wyboru. Jest wybór wygodniejszy na start — i tym prawie zawsze jest boulder.
Na mapie filtr rodzaju wspinania rozdziela obiekty na trzy grupy: sam boulder, sama lina oraz jedno i drugie pod jednym dachem. Ta trzecia grupa jest najwygodniejsza na start, bo pozwala spróbować obu rzeczy bez zmiany adresu i bez drugiego karnetu.
W większych miastach obiektów łączących boulder z liną jest zwykle kilka. W mniejszych bywa, że jedyna ścianka w mieście jest czystą boulderownią — wtedy wybór robi się za ciebie.